Czy nadmiar obowiązków jest usprawiedliwieniem dla „zaniedbań” lekarza?

W ostatnich dniach media zdominowała dyskusja na temat warunków pracy i płacy lekarzy rezydentów, wywołana ich głośnym (i zdecydowanie słusznym) protestem. Pojawiło się wiele głosów za oraz przeciw słuszności żądań lekarzy. Przeciwnicy protestu młodych lekarzy starali się spłycić stawiane przez nich postulaty jedynie do kwestii wynagrodzenia.  A czego te żądania tak naprawdę dotyczyły? Przecież asumptem do drastycznego strajku głodowego były nie tylko kwestie wynagrodzeń młodej kadry lekarskiej, ale przede wszystkich niezwykle trudne warunki pracy tej grupy zawodowej – nadmiar obowiązków, przemęczenie oraz ogromna odpowiedzialność ciążąca na lekarzach.

Emocje związane z początkiem protestu młodych lekarzy spowodowały, że uwadze umknęło wydane w tym czasie, wręcz symboliczne w kontekście podnoszonych żądań orzeczenie Sądu Najwyższego.

Ale od początku…

Na wokandę Sądu Najwyższego trafiła sprawa dyscyplinarna prowadzona przeciwko lekarzowi na skutek skargi pacjenta.

Chodziło o pacjenta, który zgłosił się do oddziału szpitalnego, na którym dyżur pełnił obwiniony lekarz. Wielość obowiązków oraz zbyt mała liczba personelu podczas dyżuru, spowodowała, że obwiniony lekarz nie był w stanie zająć się pacjentem – wykonać lub zlecić stosowne badania. Słusznie niezadowolony pacjent postanowił zgłosić tę sprawę odpowiednim podmiotom.

W trakcie postępowania dyscyplinarnego, lekarz bronił się przed stawianymi mu zarzutami, wykazując nadmiar obowiązków podczas pełnionego dyżuru oraz niedostateczną liczbę personelu w tym czasie. Zdaniem obwinionego, natłok pracy podczas dyżuru nie pozwolił mu na odpowiednie zajęcie się nowym pacjentem. Tym samym zdaniem lekarza, nie sposób przypisać mu popełnienia deliktu zawodowego.

Stanowiska obwinionego lekarza nie podzielił Sąd Najwyższy, wydając moim zdaniem co najmniej kontrowersyjne orzeczenie. Zdaniem bowiem Sądu Najwyższego, jeżeli pacjent trafia na oddział szpitalny, obowiązkiem lekarza dyżurującego jest przeprowadzenie lub zlecenie stosownych badań. Gdyby zaś – ze względu na sytuację na oddziale, nawał pracy itp. – nie był w stanie tego dokonać, powinien skierować pacjenta na izbę przyjęć, SOR lub do innego oddziału, gdzie mogłyby zostać podjęte odpowiednie działania lecznicze. (postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 4 października 2017 r. sygn. akt SDI 69/17).

Największym zaskoczeniem w kontekście omawianego orzeczenia jest to, że u jego podstaw nie legło zakwestionowanie przez Sąd przedstawionego przez lekarza opisu przedmiotowego dyżuru (natłoku obowiązków), lecz uznanie, że taka sytuacja nie zwalnia lekarza od odpowiedzialności za pacjenta i ewentualne przewinienia zawodowe.

Tym samym Sąd Najwyższy dał sygnał, że lekarzy obciąża nie tylko odpowiedzialność za powodzenie leczenia, ale również za ewentualne błędy organizacyjne podmiotu (wywołane czy to przez kadrę zarządzającą, czy błędy na poziomie resortowym).

Powołane orzeczenie pokazuje jak daleko sięga odpowiedzialność lekarza dyżurującego i dlaczego argumenty o zwiększeniu nakładów na służbę zdrowia – a co za tym, zwiększenie kadry medycznej –  są zasadne. Mam nadzieje, że opisana przeze mnie sprawa, która swój finał znalazła przed Sądem Najwyższym, pozwoli przeciwnikom akcji protestacyjnej lekarzy inaczej spojrzeć na ich sytuację i postulaty.

Jako adwokat bardzo negatywnie oceniam tezę cytowanego przeze mnie orzeczenia. Teza tego judykatu może dać początek fali niekoniecznie słusznych roszczeń pacjentów, którzy np. musieli dłużej poczekać na izbie lub zostali „odprawieni z kwitkiem” z powodu pojawiania się innych, cięższych przypadków. Niemniej jednak, szczegółowe odniesienie się do omawianego wyroku, możliwe będzie dopiero  po opublikowaniu całości jego pisemnego uzasadnienia.

 

adwokat Michał Gajda

Kancelaria Adwokacka w Szczecinie

 

Blog